Sześciolatki do szkół

13 czerwca 2011 | | Napisz komentarz czytaj dalej

Nie słyszałem rzeczowych argumentów przemawiających za odrzuceniem pomysłu wcześniejszej edukacji szkolnej – uważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Gdyby dziecko cokolwiek na tym zyskiwało, to 90 procent rodziców nie decydowałoby się na zostawienie dzieci w przedszkolach – odpowiada Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców. Debatę „Rzeczpospolitej” prowadziła Renata Czeladko

Rzeczpospolita, Renata Czeladko, 13-06-2011 r.

Renata Czeladko: Czemu polskie sześciolatki poszły do pierwszej klasy?

Katarzyna Hall, minister edukacji: Dzieci się szybko rozwijają, potrzebują różnorakich bodźców. Badania pokazują, że jeśli chodzi o negatywne wrażenia, to dominującym wrażeniem sporej części uczniów w szkołach obecnie jest nuda. Słyszą to, co dawno wiedzą. Im szybciej i więcej różnych interesujących bodźców do rozwoju dzieci otrzymują, tym większa szansa na dobry dalszy rozwój zdolności i zainteresowań. Oczywiście, do tego muszą być odpowiednie programy edukacyjne. Dzieci muszą wcześniej chodzić do przedszkola. Wszystkie ugrupowania polityczne miały w swoich programach obniżanie wieku szkolnego. Dyskusja o tym o trwa od lat 70. Problem polegał na tym, że nie było do tej pory sprzyjającego momentu pod względem organizacyjno-demograficznym. Teraz w większości miejsc w Polsce liczba dzieci w szkołach mocno spadła. Żal było tego momentu nie wykorzystać.

Jolanta Lipszyc, dyrektor biura edukacji Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy: W Polsce są dzieci z zaniedbanych środowisk, którymi rodzice nie zajmują się należycie, ale też coraz częściej dyrektorzy szkół sygnalizują, że dość zamożni rodzice są zapracowani i nie mają czasu na rozmowy z dziećmi. To powoduje, że jestem przekonana, że dzieci powinny trafić do szkół, czy też przedszkoli, tak wcześnie jak tylko społeczeństwo jest w stanie to udźwignąć. Należy dyskutować o tym, jak powinna wyglądać ta opieka i edukacja, czy programy i to, co proponują nauczyciele jest odpowiednie do wieku i rozwoju dziecka, czy rzeczywiście mówimy o postępie, czy też wręcz przeciwnie.

Dorota Dziamska, pedagog: Nie jestem osobą przeciwną 6-latkowi w szkole. Ale oczekuję od państwa, w którym żyję, aby przygotowano stosowny program nauczania dla tych dzieci. Bo źle przygotowana edukacja może tworzyć różne zagrożenia.

Program, który obecnie jest ,powinien być niestety wzięty pod lupę. Podam nieprawdopodobny przykład: dwa podręczniki do I klasy – w podstawie świetnie pani minister jedną rzecz zapisała, mnie się ona bardzo podoba, że dziecko poznaje zasady kaligrafii. Tylko że jedno wydawnictwo brzuszki otworzyło literce p i b, a inne zamknęło. Nauczyciele już się buntują: bo kto zatwierdził do użytku te podręczniki? I jakie zasady kaligrafii obowiązują? Podobne przykłady można mnożyć, bo program nauczania jest niedopracowany.

Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego: Nie słyszałem rzeczowych argumentów przemawiającej za odrzuceniem pomysłu wcześniejszej edukacji szkolnej. Stwierdzenie, jakie często słyszę, że to jest odbieranie dziecku dzieciństwa, jest intelektualnie infantylne. To by wskazywało na to, że pierwsza klasa czy zerówka są rodzajem dopustu Bożego czy ukarania dziecka, bo musi iść do szkoły.

Dorota Dziamska: W polskich przedszkolach uczy się przez zabawę, ruch, plastykę. Program do zerówki, który dotychczas był, był jednym z najbardziej genialnych programów w systemie naszej oświaty. I my oczekujemy, żeby ta zmiana programowa w szkołach była genialna. Na razie jest pod wielkim znakiem zapytania.

Katarzyna Hall: To co było w zerówce, robiło się jeszcze raz w I klasie. Dzieciom fundowano repetę i one się nudziły zamiast się rozwijać. Są badania, które też wskazują, jak się wręcz cofały w rozwoju przez te pierwsze lata szkoły, np. pod względem umiejętności matematycznych.

Karolina Elbanowska, Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców: Mieliśmy w Polsce bajeczny system przedszkolny. Dziecko w zerówce przedszkolnej to było ukoronowanie całej edukacji przedszkolnej. Z podniesioną głową mogło iść do pierwszej klasy. Bardzo często potrafiło już czytać. Dlatego mówienie, że my teraz niesiemy kaganek oświaty dla coraz młodszych dzieci jest przekłamaniem. Dzieci 6-letnie naprawdę wspaniale były edukowane w przedszkolu. Gdyby dziecko cokolwiek zyskiwało w szkole, to 90 procent rodziców nie decydowałoby się na to, żeby zostawić dzieci w przedszkolach. Dlatego ta reforma się nie udała. I się nie uda, bo rodzice wiedzą, co jest dobre dla dzieci. Widzą, że na ich oczach demontowana jest wspaniała edukacja przedszkolna.

W całej Polsce w tej chwili, i to jest fenomenalny, społeczny ruch oddolny, rodzice zbierają podpisy za wycofaniem się z reformy. Do nas przychodzą listy z jednym, z dwoma, dziesięcioma podpisami. To jest taka ilość kopert, że można je ważyć w dziesiątkach kilogramów. Nie można wykonywać tak poważnych reform nie biorąc pod uwagę zdania rodziców. W tej chwili mamy taką sytuację, że głos rodziców jest całkowicie ignorowany. Nie mamy możliwości przeciwstawić się temu, co się dzieje, bo jesteśmy przez samorządy stawiani przed faktami.

Jolanta Lipszyc: Bardzo piękna wypowiedź, nawet bym się z nią zgodziła, że przedszkola świetnie przygotowywały do szkoły. Tyle tylko, że my nie możemy odrzucić wiedzy o tym, jaka jest sytuacja w Polsce. Jeszcze kilka lat temu liczba gmin, które nie miały przedszkola, była ogromna. O ile pamiętam, było to 500. Tylko dzięki pracy samorządów i ekipy rządowej w tych miejscach, gdzie przedszkoli nie było, one powstają. Oczywiście, przedszkola były wspaniałe, ale od razu trzeba dodać – dla niektórych. Jeżeli my w tych przedszkolach, które mamy umieścilibyśmy sześciolatki, to już dla innych dzieci miejsca by nie było. A z drugiej strony mamy szkoły, w których jest miejsce i są nauczyciele, przygotowani do pracy z dziećmi.

Renata Czeladko: 4,5 proc. sześciolatków poszło do szkół w 2009 r. 9 proc. – w 2010 r. MEN szacuje, że w 2011 będzie to 20 proc. Czemu rodzice nie posyłają sześciolatków do pierwszych klas?

Tomasz Ziewiec, dyrektor SP nr 25 w Warszawie: Mieliśmy okazję dobrze przygotować się do przyjęcia 6-latków. Moja szkoła zapewnia te same warunki, co przedszkole. Problem polega na czymś zupełnie innym. Rodzice, jak każdy dorosły człowiek, przyzwyczaił się do pewnego status quo i chcieliby z przyzwyczajenia, żeby to szło tak jak szło.

Dorota Dziamska: Jest tendencja do mówienia, że ci rodzice, którzy nie posyłają 6-latków do szkół to są tacy nieodpowiedzialni, bo nie chcą uczyć dzieci, albo mentalnie nie są przygotowani. Głos rodziców należy szanować, bo jesteśmy krajem demokratycznym. Wielu lekarzy odradza rodzicom przyspieszanie edukacji i mają na to argumenty. Chodzi o przystosowanie systemu nerwowego dziecka. My ciągle mówimy edukacja, edukacja. Czegóż my tak naprawdę tego 6-latka więcej chcemy nauczyć niż dotychczas? Nie jesteśmy w stanie.

Mamy dwa mechanizmy uczenia się: cielesny i intelektualny. A cielesny bardzo często nie jest przygotowany do pójścia do szkoły. Pochylcie się więc w ministerstwie nad tym, że ten mały człowiek idzie do szkoły teraz i zwróćcie uwagę na to, że program nauczania musi być dostosowany, a jest zrobiony na łapu capu. Tu nie chodzi o jakieś wywracanie do góry nogami tego, co państwo chcecie robić, ale rzetelne przystosowanie, by można było w klasach I-III pracować metodami przedszkolnymi.

Ligia Krajewska, szefowa gabinetu politycznego ministra: Proszę nie mówić, że teraz podstawa programowa zabrania szkole pracować metodami zabawy i aktywizacji.

Dorota Dziamska: Metody możemy stosować. Ale jakie są cele do osiągnięcia? 6-letnie dziecko będzie pisało zdanie?

Ligia Krajewska: Tak, napisze zdanie, bo 6-latek w zerówce pisał zdania. Nie każdy 7-latek potrafi po I klasie czy 8-latek po II klasie napisać zdanie. To jest indywidualna cecha. Indywidualizacja nauczania. Jeśli nauczyciel nie potrafi rozpoznać potrzeb dziecka i pracować z nim indywidualnie metodami, które są absolutnie dostosowane do jego możliwości rozwoju, to żadne programy niczego nie zmienią.

Dorota Dziamska: Zgadzamy się z panią, ale czy takie metody są w 100 procentach w polskich szkołach już stosowane?

Ligia Krajewska: Powinniśmy dążyć do tego, by takie były.

Dorota Dziamska: Dlatego rodzice się boją posyłać do szkoły.

Ligia Krajewska: Ja myślę, że rodzice się nie boją. To państwo straszycie rodziców.

Sławomir Broniarz: Nie lubię egzaltacji ani emocji wtedy kiedy te emocje są całkowicie zbędne, bo one raczej pokazują naszą frustrację, że jakiegoś celu nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Proszę, żebyśmy nie uogólniali, bo to jest nieprawda i intelektualny błąd, jeżeli mówimy, że wszyscy cokolwiek negują, że wszyscy rodzice protestują.

Karolina Elbanowska: 90 proc.

Sławomir Broniarz: To nie jest prawda, bo państwo nie reprezentujecie 90 proc. rodziców. Chciałbym też, żebyśmy nie mówili o demontażu przedszkoli, bo to jest także nieprawda w sensie formalnym. Nikt niczego nie demontuje, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że wspólnym wysiłkiem uda nam się objąć więcej dzieci edukacją przedszkolną. Nie mówmy też o skrzywdzeniu dzieci.

Pokazujemy tylko emocje, nie mówimy o faktach. W tym roku poszło do szkół dwa razy więcej sześciolatków niż w roku poprzednim. Jednak problem wynika też z pewnego wygodnicatwa samorządu. Bo jeśli ja słyszę na komisji sejmowej, że problemem, który może w istotny sposób utrudnić realizację obowiązku 6-latków jest brak ciepłej wody w szkole, to mam wrażenie, że to argument pokazujący indolencję organizacyjną. Bo czym się różni dziecko 6-letnie od 16-letniego? Dla tego 16-latka nie będziemy się troszczyć o tą ciepłą wodę?

Karolina Elbanowska: Trochę mnie martwi takie prymitywne podejście do dziecka. Jeśli wszystko jedno czy 6-latek czy 16-latek jest w szkole, to wyślijmy do szkół niemowlęta, bo to też są w końcu ludzie..

Sławomir Broniarz: To nadużycie intelektualne.

Karolina Elbanowska: To pan stosuje nadużycie. Dziecko 6-letnie jest dzieckiem w wieku przedszkolnym. Jest młodsze od 7-latka o rok. Jest gorzej rozwinięte pod względem fizycznym, jest niższe, i słabsze także emocjonalnie. Biorąc pod uwagę różnice między skrajnymi miesiącami roczników, są to czasami różnice dwóch lat. Nie można ignorować kwestii technicznego przygotowania szkół dla dzieci młodszych. Te dzieci wymagają innych warunków niż starsi uczniowie. Ale fakty są takie, że w tej chwili polska szkoła boryka się z takimi problemami właśnie jak brak ciepłej wody, jak brak mydła. Mogę tę listę jak litanię naprawdę ciągnąć długo. Mam takie pytanie: Dlaczego robimy reformę, wywracając do góry nogami wszystko, wrzucając małe dzieci w ten nieprzystosowany system, zamiast dofinansować oświatę tak, żeby te standardy, chociaż troszeczkę przypominały standardy europejskie?

Ligia Krajewska: Pani obraża samorządy

Karolina Elbanowska: Nie obrażam samorządów. Podam przykład ze szkoły numer 68 z Krakowa. 1 klasa złożona z 6-latków liczyła 16 uczniów. Niestety po roku okazało się, że klasa będzie liczyła 30 dzieci, dlatego że samorządom nie opłaca się prowadzenie klas 15-osobowych. Czyli wabi się rodziców na pewne ekstra warunki w pierwszym roku, natomiast później te warunki drastycznie się obniżają. I to jest tylko jeden z przykładów. Takich analogicznych sygnałów mamy bardzo dużo

Ligia Krajewska: W 65 proc. szkół są dzieci 6-letnie czy w zerówkach, czy w pierwszych klasach. Żadnego samorządu nie stać na to, by nie zapewnić dzieciom odpowiednich warunków, bo on jest wybierany co cztery lata. W kraju jest 14 tysięcy szkół podstawowych. Mogą się zdarzyć szkoły, w których toaleta jest na zewnątrz. Ale to są pojedyncze przypadki i nie jest to argument i powód, do tego by mówić, że w Polsce tak wygląda sytuacja.

Karolina Elbanowska: Niestety tak w Polsce wygląda sytuacja. I gorzej. W tej chwili w związku z dramatycznym brakiem przedszkoli do tych szkół, właśnie takich, w których nie ma ciepłej wody i mydła wysyłane są 5-latki, które mają obowiązek przygotowania przedszkolnego. Tyle tylko, że te dzieci nie trafiają do przedszkoli, o których my myślimy jako o przedszkolu, o miejscu przyjaznym dla dziecka. Nie, te dzieci trafiają do szkół, gdzie zderzają się z uczniami dwa razy wyższymi od nich. Wysyłamy dziecko 6-letnie do szkoły takiej jaka ona jest dzisiaj. I to dziecko 6-letnie ma się dopasować do tej szkoły, a nie szkoła dla niego. Takie są fakty w tej chwili. Nie mówmy tutaj o indywidualizacji podejścia do ucznia.

Renata Czeladko: Rok 2012: czy sześciolatki powinny pójść obowiązkowo do szkoły?

Dorota Dziamska: Jeżeli we wrześniu tego roku tylko 20 proc. sześciolatków w skali kraju pójdzie do pierwszej klasy, to ja się obawiam o to, ile dzieci trafi do szkół za rok do tej pierwszej klasy. Obawiam się tego następnego roku i przepełnienia w klasach, w których znajdą się dzieci 6 i 7-letnie. Nauczyciele też się tego obawiają. W szkołach nadal też nie potrafią pracować z tym młodszym dzieckiem. Jest zbyt mało czasu, by przygotować kadrę w skali kraju.

Ligia Krajewska: 10-15 lat temu w szkołach było w jednym roczniku 800 tysięcy dzieci.

Jarosław Pytlak, dyrektor Zespołu Szkół STO na Bemowie w Warszawie: Reforma się potoczy. Dzieci będą chodziły od 6. roku życia do szkoły. Mnie by bardzo zależało, żeby przynajmniej efektem tych zgłaszanych wątpliwości było to, że po niezbyt długim okresie czasu tej reformy powstanie rzetelny raport o tym, jakie ona przyniosła skutki.

Czy w 2012 roku czy wszystkie dzieci 6-letnie powinny pójść do I klasy? Uważam, że można by było wprowadzić taką zamianę, by obowiązek pójścia do I klasy miały dzieci, które przed 1 września ukończyły 6 lat. A może z września, grudnia pod warunkiem pozytywnej opinii poradni. Bo inaczej I klasie będzie 5-latek grudnia i to naprawdę będzie trudne.

Jolanta Lipszyc: Wszyscy jesteśmy do tego przygotowani, mówię o świadomości społecznej, że 2012 rok jest rokiem obowiązkowego przyjęcia dzieci do szkół. Przypomnę sytuację wycofania się z matury z matematyki. Ktoś się też przestraszył. Też były negatywne głosy. Zostało to naprawione po wielu latach. A skutki wycofania się z tej decyzji są niezwykle smutne. Skoro wykonaliśmy już tyle pracy na rzecz realizacji takiej, a nie innej decyzji, to już nie wolno się z tego wycofać. A tylko rzeczywiście pracować nad programem nauczania, metodami, żeby jak najlepiej to zrobić i zrobić solidny raport .

Dorota Dziamska: Nie wyobrażam sobie dziecka w wieku np. 5 lat i 7 miesięcy, które w drugim tygodniu I klasy zaczyna pisać w liniaturze. Coś by trzeba z tym zrobić. Trzeba też pomyśleć, jak można zobligować samorządy, żeby rzeczywiście przygotowały dobrze szkoły.

Sławomir Broniarz: Błędem byłoby przesunięcia momentu wprowadzania tej reformy. To wywołałoby chaos organizacyjny. Wydaje się, że jeśli MEN jeżeli ma jakiekolwiek zadanie przed sobą, to powinno rzeczywiście zastanowić się nad podstawą programową. Jeżeli tutaj są potrzebne pewne korekty, to jest pewnie czas na to, żeby te korekty wprowadzić.

Karolina Elbanowska: Odnoszę wrażenie słuchając głosów nadchodzących z całej Polski, z małych i dużych miejscowości, że przedstawiciele ministerstwa, którzy przygotowali reformę, zatrzymali się na poziomie pewnej życzeniowości, pewnych zaklęć, które mają odczarować rzeczywistość. Tam na dole, gdzie rzeczywiście reforma jest wdrażana, tam gdzie są te biedne szkoły, ci nauczyciele z przeładowanymi klasami, te małe nieporadne dzieci, tam mamy realny problemi szkolną rzeczywistość, która w jakiś sposób, nie wiem dlaczego, nie dociera do ministerstwa. Ministerstwo nie zdaje sobie sprawy jak wygląda sytuacja, bo aż trudno mi uwierzyć w tak złą wolę. 
Nie przygotujemy szkół, już się więcej nic nie zmieni Wysyłając 6-latki do kompletnie nieprzygotowanych szkół, z fatalnym programem, tak naprawdę zatwierdzamy ten stan, który jest w tej chwili. Ale rodzice w całej Polsce się na to nie godzą. Te 90 proc., które nie posłało w 2010 r. sześciolatków do szkół, to jest najlepsze referendum, w którym rodzice mogli wyrazić opinię na temat tej reformy.

Katarzyna Hall: Jeżeli chodzi o podstawę programową pozwolę sobie zacytować kilka zdań z zalecanych warunków i sposobu realizacji z tekstu podstawy. Dokument, mówi, że „należy zadbać o adaptację dzieci do warunków szkolnych, w tym o ich poczucie bezpieczeństwa”. Czas trwania okresu adaptacyjnego określa nauczyciel biorąc pod uwagę potrzeby dzieci. Właśnie nauczyciel indywidualnie przygląda się tym dzieciom, uczy poprzez zabawę, zanim to dziecko przystosuje się do systemu szkolnego może dowolnie tym czasem regulować. Każde dziecko jest uzdolnione. Nauczyciel ma odkryć te uzdolnienia i je rozwijać. W trosce o to, aby dzieci odczuwały satysfakcję z działalności twórczej trzeba stwarzać im warunki do prezentowania swych osiągnięć np. muzycznych, wokalnych, recytatorskich, tanecznych, sportowych, konstrukcyjnych. Poza tym szkoła organizuje odpowiednio do potrzeb zajęcia opiekuńcze, zajęcia zwiększające szanse edukacyjne uczniów zdolnych oraz uczniów mających trudności w nauce. Nauczyciele już od dwóch lat pracują w oparciu o te zalecenia. W 2012 r. sześciolatki obowiązkowo pójdą do szkoły, ale pamiętajmy o tym, że cały czas pozostanie możliwość posłania dziecka o rok później. Rodzic, który ma wątpliwości zawsze będzie miał prawo pójść do poradni psychologiczno-pedagogicznej i uzyskać opinię dającą możliwość opóźnienia pójścia do szkoły albo rozwiewającą te wątpliwości. Co do raportu na temat wprowadzania reformy, to podsumowywane są badania Centrum Badania Opinii Społecznej pokazujące opinie rodziców 6-letnich. Informacja o wprowadzaniu reformy przedstawiona będzie też w Sejmie. To są konkretne rzeczy, które robimy, żeby analizować stan rzeczy, żeby mieć świadomość, jak sytuacja wygląda.

Tagi: , ,

Kategoria: Aktualności, Warto wiedzieć

Facebook

Przeczytaj poprzedni wpis:
Galerie prac uczniów – „Tkaniną malowane – pejzaż zimowy”

Żegnamy zimę, która inspirowała nas w ostatnim czasie. Zastosowana technika wykonania: kolaż.

Zamknij