Skrzydlaty rejs po Mazurach

21 września 2018 | | Napisz komentarz czytaj dalej

Praca metodą projektów to jedno z bardzo praktycznych narzędzi edukacyjnych, które wykorzystujemy w Skrzydłach. Polega m.in. na realizacji długoterminowych i wieloetapowych zadań, których założenia opracowywane zostają na początku projektu w konsultacji z nauczycielem. Bardzo atrakcyjnym przykładem zakończenia przedsięwzięcia, właśnie z elementami pracy metodą projektów, była mazurska przygoda uczniów Gimnazjum SKRZYDŁA.

Zapraszamy do zapoznania się z relacją uczestników z finału projektu Jacht.

 

Witajcie! To my, załoga skrzydlatego mazurskiego rejsu: Konrad, Piotr, Sebastian, Antek, Filip i Staś oraz kapitan – pan Wojtek i bosman pan Marcin.

Przez pół roku spotykaliśmy się na zajęciach, na których zgłębialiśmy m.in. tajniki nawigacji, meteorologii i konstrukcji łodzi. Każdy z nas wybrał sobie jedną z dziedzin żeglarskich i kształcił się w niej gromadząc wiedzę i zdobywając umiejętności. Były to: meteorologia, fizyka – budowa jachtu, kultura żeglarska, geografia jezior i historia okolic. Zwieńczeniem naszych przygotowań był tygodniowy rejs po jeziorach mazurskich: płynęliśmy ośmioosobową załogą jachtem Delphia 33mc.

Jacht

Łódź była zaopatrzona we wszystko co niezbędne w tygodniowym rejsie. Wszechstronna messa z nagłośnieniem, radio a nawet telewizorem – to miejsce, w którym kumulowało się nasze wieczorne życie towarzyskie. To właśnie tam odbywały się gry planszowe, żeglarskie dyskusje i kibicowanie naszej drużynie piłkarskiej. Częścią messy była mała, ale funkcjonalna kuchnia, na której wyposażenie składał się zlew, dwa palniki, lodówka i stół roboczy. Nie znaczy to oczywiście, że cały czas przebywaliśmy na pokładzie. Bardzo atrakcyjne okazały się kąpiele w jeziorze oraz prysznice na marinie. Oprócz messy pod pokładem były jeszcze 3 kajuty mieszkalne, caaaała masa jaskółek (specjalnych półek na ścianach, które zabezpieczają znajdujące się tam przedmioty przed niekontrolowanym lotem) oraz bakist (zamkniętych schowków, które mieszczą w sobie dosłownie wszystko).

Załoga

Kapitanem jachtu był niezrównany pan Wojtek – nasz nauczyciel języka angielskiego. Przez cały rejs podziwialiśmy jego spokój, cierpliwość i opanowanie – cechy, które okazały się niezbędne podczas rejsu. Imponowała nam kapitańska wiedza – węzły, znajomość nazwy każdej nawet najdrobniejszej linki czy okucia, identyfikacja każdej chmurki i wszystkiego tego, co może ona nam przynieść. Chodząca (a raczej pływająca) kopalnia wiedzy żeglarskiej!

Funkcję bosmana pełnił nasz wychowawca – pan Marcin. Pilnował porządku, dyscypliny, pobudek, logistyki i zaopatrzenia, czyli wszystkiego co niezbędne dla dobrej organizacji rejsu.

Zorganizowani byliśmy w trzy- i dwuosobowe wachty: nawigacyjną (bieżąca obsługa jachtu), kambuzową (przygotowywanie posiłków) oraz sprzątającą (chyba wiadomo o co chodzi…) Za wachtę było odpowiedzialnych trzech oficerów: Antek, Filip i Staś, a załogę dopełniało trzech załogantów: Konrad, Piotr i Sebastian.

Jedzenie

Wszystko zaczęło się od wielkich na cztery wózki zakupów w Giżycku. Ostatecznie okazało się, że musieliśmy wezwać taksówkę, która zabrała wszystkie nasze skarby do mariny – plecaki okazały się niewystarczające, a do naszego jachtu mieliśmy jakieś 3 km…..

Nasze zapasy to m.in.: 15 kg ziemniaków, 3 kg cebuli, 2 kg papryki, 2 kg pomidorów, jabłka, brzoskwinie, wielki arbuz i wiele innych smakowitości. Największy problem na jachcie to zapas wody pitnej: kupiliśmy 30 litrów na dobry początek. Trzeba przyznać, że strona kulinarna rejsu stała na bardzo wysokim poziomie. Nasze menu to: kurczak w sosie słodko kwaśnym, kotlety mielone, spaghetti, leczo, pyszna jajecznica z boczkiem, a na koniec z pozostałych ziemniaków zrobiliśmy wielkie frytowisko.

Program

Plan był dosyć ambitny – przemierzyć pojezierze od jeziora Mamry na północy po Śniardwy na południu. Udało się go w 100% zrealizować! Wypłynęliśmy z Giżycka i ku naszemu zdziwieniu zrealizowaliśmy pierwszego dnia trasę zaplanowaną na 2 dni! Jest to oczywiście zasługa sprzyjających wiatrów, ale i szybkości naszej łodzi! Nawet kapitan był zadziwiony. Pierwszy nocleg miał miejsce przy leśnej kei w Mamerkach. Wieczorem przyłączyliśmy się do żeglarskiego ogniska łączącego śpiew z grillowanymi kiełbaskami. Rano spenetrowaliśmy poniemiecki kompleks bunkrów – siedzibę dowództwa Wehrmachtu w czasie II wojny światowej i ruszyliśmy dalej na południe. Po drodze przy każdym moście ćwiczyliśmy składanie masztu, stawianie i zwijanie żagla. Przeszliśmy również ćwiczenia „człowiek za burtą”. Kapitan bez zapowiedzi wyrzucił do wody obijak jachtowy i wydał komendę „człowiek za burtą”. Naszym zadaniem było jak najszybsze rzucenie koła ratunkowego w kierunku „człowieka”, a następnie przeprowadzenie manewru podchodzenia do rozbitka. Wszystko z zachowaniem niezbędnych zasad, podchodząc z odpowiedniej strony, chroniąc rozbitka od fali, wiatru i ewentualnych ich skutków.

Na szczególną uwagę zasługuje nasze cumowanie przy kei w Mikołajkach. A była to keja hotelu Gołębiewski. Odpowiedzialny za program artystyczny bosman – w ramach odreagowania po wieczornym horrorze zgotowanym nam przez naszych piłkarzy podczas meczu z Senegalem, zarządził wyjście załogi do aquaparku! Były w nim baseny zewnętrzne i wewnętrzne, zjazd do „cebuli”, baseny z wodą borowinową, jodową i nie tylko – a na koniec komora śniegowa i sauny! Dzięki temu nastąpiła pełna relaksacja załogi i mogliśmy płynąć dalej. Oczywiście nie bez przygód. W pewnym momencie, płynąc na silniku, usłyszeliśmy niepokojący dźwięk ostrzegawczy i silnik zamilkł! Kanałów bez silnika niestety nie dało się pokonać. Kaptan zarządził więc alarmowe stanięcie na kotwicy, a następnie zaczęliśmy sprawdzać silniki i wszystkie instalacje. Winne było zapowietrzenie instalacji paliwowej powstałe w wyniku przechyłów. Później mieliśmy też kolejny kłopot, niewystarczające napięcie w akumulatorach konieczne do przywrócenia do życia naszego diesla. Spokój i wiedza kapitana oczywiście uratowała sytuację. Przepięliśmy instalację na rezerwowe akumulatory i w nasz silnik wstąpiło nowe życie. Mogliśmy płynąć dalej!

Projekt edukacyjny zakończyliśmy sukcesem. Morale załogi pomimo zmęczenia było bardzo wysokie. Już teraz mamy plany na przyszłość: większość załogi zgłosiła się do udziału w kursie na patent sternika, który zamierzamy zorganizować w przyszłym roku szkolnym przy naszej szkole. No i już zaczynamy myśleć o przyszłorocznym rejsie. Marzymy o małej skrzydlatej flocie składającej się z 2-3 jachtów! Skrzydlata edukacja dodaje wiatru w żagle. Ahoj!!!

Tagi:

Kategoria: Aktualności, wakacje i ferie

Facebook

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wybory do Samorządu Uczniowskiego w Niepublicznej Szkole Podstawowej „SKRZYDŁA”

W tym tygodniu odbyły się w naszej szkole wybory na przewodniczącego Samorządu Uczniowskiego. W głosowaniu wzięło udział blisko 130 uczniów...

Zamknij